15. října 2021

Na granicy dwóch światów .

    Neboť weblog Pohraničník je čtený nejen v České republice, či na Slovensku, ale i ve Spolkové republice Německo, ve Spojených státech amerických, Rusku, Ukrajině a také v Polsku, rozhodl jsem se, ve spolupráci s panem Vladislavem Lojkem, bývalým pohraničníkem z rPS Tokániště, publikovat článek v polském jazyce. Ostatně, článek v angličtině , nebo ruštině už na webu Pohraničník je. 

    Předpokládám, že publikací tohoto článku s tématikou československé PS OSH udělám radost polským čtenářům, bývalým vojákům a důstojníkům WOP - Wojska ochrony pogranicza i současným policistům od Straž graniczna. Tentokrát nebudou muset číst texty přes Google Translator.




  Wielu z nas już prawie zapomniało o żelaznej kurtynie. W przeszłości dla jednych była barierą przed globalizacyjnymi banksterami, którzy od dawna realizowali NWO, dla innych była to skuteczna obrona przed napływem agentów imperialistycznych, a jeszcze inni byli święcie przekonani, że ucieczka kilku śmiałków przez zieloną granicę, zrujnuje państwa Układu Warszawskiego. Prawda była jednak nieco inna i całkiem prosta. W Teheranie, Jałcie i Poczdamie zachodni politycy bez skrupułów oddali Czechosłowację i inne państwa słowiańskie pod kuratelę Stalina (ciekawa jest w tym kontekście sprawa Polski, która będąc po stronie zwycięzców, została przez koalicjantów ogołocona o ponad 75.000 km i wcale się o te tereny nie upomina, tak jak np. robi to Japonia). Wcześniej bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia zachodni politycy podle zdradzili Czechosłowację na konferencji monachijskiej w 1938r.. Należy też pamiętać, że to głównie niemiecki kapitał pomógł sfinansować poprzez szwajcarskie banki rewolucję bolszewicką w 1917r. w Rosji, a kiedy Werhmacht, a później Armia Radziecka w 1939r. zaatakowały Polskę, to obiecywana odsiecz brytyjsko-francuska okazała się urojeniem i zwykłą bujdą propagandową. 

   Nadrzędnym celem II wojny światowej było zdobycie dostępu do surowców syberyjskich, podporządkowanie narodów słowiańskich oraz wymordowanie europejskiej biedoty żydowskiej. Wojna skończyła się na szczęście inaczej niż zaplanowali ją niemieccy narodowi socjaliści w owocnej współpracy ze światową finanserią i kompleksami zbrojeniowymi, bo to one wygrywają i zarabiają na każdej wojnie – pokazuje nam to modelowy przykład senatora Prescotta Busha - dziadka prezydenta USA powiązanego z firmą Consolidated Silesian Steel Corporation, która wykorzystywała pracę więźniów oświęcimskich. Hitler nigdy nie rozpętałby wojny, gdyby nie miał gigantycznego wsparcia finansowego karteli zbrojeniowych, naftowych i bankierów żydowskich z Wall Street. Finansowe tło ostatniej zawieruchy wojennej pomaga zrozumieć, dlaczego Jan Karski nie miał żadnych szans kiedy naiwnie wierzył, że opowiadając Rooseveltovi o obozie oświęcimskim, pomoże zmienić los mordowanych żydów. Podział świata przez dyktatora Stalina i dwóch przytakujących mu prezydentów poskutkował właśnie żelazną kurtyną, która nie była żadną niespodzianką, lecz odgórnie narzuconą i dokładnie przemyślaną sprawą. Dzisiaj wszystko wskazuje na to, że państwa EU pod wpływem niekontrolowanej migracji, będą zmuszone do uszczelnienia zewnętrznych granic. W tym miejscu należy wspomnieć, że prawie cały świat uznaje za normalne przekraczanie granicy państwowej wyłącznie na przejściach granicznych a nie o zmroku w ciemnym lesie lub na gumowych łódkach na morzu. Należy sobie jednak zdać sprawę z faktu, że jakiekolwiek płoty, mury czy bariery zawsze dzielą obustronnie. Taka jest bowiem ich rola, bez względu na to, czy są na granicy koreańskiej, izraelskiej czy też amerykańskiej. Granice zawsze wytyczano po to, żeby dzielić.



System wojskowej ochrony czechosłowackiej granicy z Austrią i RFN w 70-latach. 



 Polska i Czechosłowacja były pseudobratnimi krajami, ponieważ wbrew temu, że chodziło o kraje słowiańskie, potrafiły sobie od czasu do czasu wbić przysłowiowy nóż w plecy. Służba w wojsku z poboru była kiedyś obowiązkowa i była kwestią honoru oraz spełnienia ustawowego obowiązku wobec ojczyzny. Odmienne położenie geopolityczne skutkowało tym, że system ochrony granic w tych krajach zdecydowanie się różnił. Czechosłowacja graniczyła wprost z dwoma państwami kapitalistycznymi i dlatego na granicy z nimi wprowadziła wojskowy system ochrony i zabezpieczenia (od 1951r. w odpowiedzi na wzmożony napływ agentów obcych służb wywiadowczych oraz liczne ucieczki przeciwników władzy ludowej, włączono prąd 2000-6000 V do nowo wybudowanych zasieków z drutu kolczastego). W 50-latach ten Elektryczny System Ochrony Granic (tzw. EZOH) miał roczny pobór mocy 500 000 kWh, co stanowiło 18% całkowitego rocznego zużycia energii elektrycznej przez ówczesną czechosłowacką Straż Graniczną. Można powiedzieć, że od słowackiej Bratysławy po czeski Aš zamknięto granice niemal hermetycznie. Celowo wyludniono i wyburzono wiele wiosek, które znalazły się w poszerzonym paśmie granicznym. Teren przygraniczny przekazano później na długie lata pod „opiekę” specjalnym formacjom zbrojnym (dziś wielu ekologów uważa, że na terenach przygranicznych właśnie dlatego przyroda pozostała w stanie prawie nienaruszonym...)

Czechosłowacja była krajem, w którym od dawna żyło obok siebie wiele narodowości. Oprócz zdecydowanej większości Czechów i Słowaków, służyli w wojsku czechosłowackim także nieliczni Romowie, Węgrzy z południowej i Rusini oraz Łemkowie ze wschodniej Słowacji, oraz garstka Polaków z Zaolzia. „Pohraniční stráž” (czechosłowacka Straż Graniczna) była specjalną formacją zbrojną, która podlegała w latach 1972 – 1989 pod Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, a nie czeskie MON jak pozostałe jednostki Czechosłowackiej Armii Ludowej. 



   Nieliczni wiedzą, że czechosłowaccy żołnierze z poboru mogli w wojsku podpisywać tekst przysięgi również w języku ojczystym (zatem w jednostkach były wydruki po polsku, słowacku, węgiersku, ukraińsku oraz w języku romani). Pierwsze miesiące służby w kompaniach poborowych były porównywalne we wszystkich krajach Układu Warszawskiego. Służba bezpośrednio na granicy była już nieco bardziej specyficzna. Kiedy kogoś szukała czeska Milicja Obywatelska (Veřejná bezpečnost), to służba trwała nawet ponad 12 godzin dziennie. A szukali kogoś na okrągło - to pospolitych kryminalistów, a to znowu dezerterów Armii Radzieckiej lub Niemców z NRD czy też Polaków, którzy przez terytorium Czechosłowacji próbowali przedrzeć się na Zachód. 

   Obywatele NRD raczej nie ryzykowali przekraczania zielonej granicy z RFN z uwagi na liczne pola minowe oraz zainstalowane automatyczne bezobsługowe systemy środków ogniowych (cekaemy bezobsługowe). Fakt codziennego uzbrojenia w ostrą amunicję przez zwykłych pograniczników z poboru, stawiał bardzo wysokie wymogi na ich psychikę. Należy pamiętać, że młodzi pogranicznicy byli poddawani tradycyjnej wojskowej „fali” i dlatego starsi zawsze pamiętali w służbie o tym, żeby mieć w polu widzenia nie tylko obserwowany teren, ale również młodych pograniczników z ostrą amunicją (pomijanie tych niepisanych zasad, przypłaciło wielu pograniczników własnym życiem...)

   Większość kompanii czechosłowackiej Straży Granicznej pilnowała odcinków o długości od 10 do 25 km. Na całej granicy z Austrią i RFN było ponad 120 takich kompanii. Liczyły 68 lub 82 a wyjątkowo nawet 91 pograniczników oraz kilkanaście psów (w każdej jednostce był obowiązkowo pies tropowiec, który bez trudu rozpracowywał ślady sprzed 5 godzin). Granicy na Dunaju pilnowała "Dunajská pohraniční stráž” (Straż Graniczna na Dunaju), a więc Czechosłowacja nie mająca bezpośredniego dostępu do morza, miała swoją doskonale działającą "flotylle rzeczną".




Płot z drutu kolczastego pod prądem

Większość jednostek Straży Granicznej znajdowała się w lasach, jednak były one również w miastach (podzielonych granicą jak np. České Velenice). Na całej granicy z państwami kapitalistycznymi były potrójne bariery z drutu kolczastego. Pierwszą od strony granicy był zasiek z 3 zwojów drutu kolczastego poukładanych jeden na drugim (miejscami był to stary i nie używany już płot sygnalizacyjny z dodatkowym zwojem drutu kolczastego – jego jedynym zadaniem było utrudnienie ucieczki, jednak należy pamiętać, że również pogranicznicy musieli w trakcie pościgu sforsować tę przeszkodę...). Drugim (środkowym) była wysoka na 2,5 metra ściana sygnalizacyjna (płot sygnalizacyjny), z drutu kolczastego w kształcie litery T lub Y, o napięciu sygnalizacyjnym 12 V (od 1951r. do 1965r. napięcie w niej wynosiło nawet 6000 V).




Trzeci zwykły płot zatrzymywał zwierzynę, żeby nie wpadała na ścianę sygnalizacyjną. Wzdłuż płotu sygnalizacyjnego znajdował się zaorany i bronowany pas o szerokości 3-4 m, na którym można było dobrze rozróżnić ślady uciekinierów od śladów zwierzyny leśnej.




    Wzajemne odległości tych przeszkód były różne na każdym odcinku granicy i do tego jeszcze nie biegły wprost, ale niekiedy skręcały dla zmylenia pod różnym kątem. Budowano je możliwie jak najdalej od linii demarkacyjnej, żeby zwiększyć szansę schwytania uciekinierów (żywych lub martwych), bo jak pograniczników dowódcy kiedyś uczyli: „najlepszy uciekinier, to martwy uciekinier!

  Koło miasta Jindřichův Hradec miało kiedyś miejsce bardzo interesujące zdarzenie. Zdezorientowana rodzina Niemców z NRD, pomyliła w lesie kierunek i po ponownym sforsowaniu zasieków kolczastych wpadła do tzw. "piketu" (małego murowanego domku posterunkowego). Myśląc, że są już na terenie Austrii, uciekinierzy poprosili w języku niemieckim czeskich pograniczników o azyl polityczny :-)

     Nietuzinkowym okazał się finał całej sprawy - najpierw pogranicznicy otrzymali jako wyróżnienie za schwytanie uciekinierów 2-dniowy urlop nagrodowy a po powrocie z urlopu zostali wszyscy aresztowani, ponieważ w trakcie przesłuchiwań niedoszłych uciekinierów stwierdzono, że na posterunku nikt z pograniczników nie pełnił warty i wszyscy spali a niemiecka rodzina obudziła ich myśląc, że udało im się dotrzeć do wymarzonej Austrii. Niemcy z NRD wraz z pechowymi pogranicznikami spędzili później kilka lat w więzieniu. 




   Podczas burzy, kiedy piorun mógł uderzyć w płot sygnalizacyjny, zawsze wyłączano prąd i przeprowadzano tzw. "zakrycie granicy" - co w praktyce oznaczało, że pogranicznicy stali cały czas wzdłuż wyłączonego odcinka płotu sygnalizacyjnego (dokładnie tak, jak dziś polska Straż Graniczna stoi na granicy koło miejscowości Usnarz Górny – tylko odstępy między pogranicznikami były na maksymalną widoczność a obserwowany był teren wewnątrz kraju). 

   Stano tak nawet całymi dniami czy nocami bez zmiany, bo nie miał nas nikt zmienić (wikt rozwoził wtedy patrol alarmowo-interwencyjny, który jedyny pozostał w budynku kompanii) aż burze się skończyły (na południu Czech burze trwały niekiedy z godzinnymi przerwami nawet dobę lub dłużej). W budynku kompanii Straży Granicznej była centrala, gdzie dyżurny pogranicznik pełnił służbę przy urządzeniu do odbierania krótkich spięć, dzięki któremu natychmiast wiedział, na jakim odcinku ktoś próbuje przedrzeć się przez ścianę sygnalizacyjną (wtedy rzecz jasna nie dysponowano żadnymi systemami kamerowymi na granicy). 



   Łączność z kompanią utrzymywali pogranicznicy za pomocą radiostacji. Jednak najpopularniejszym środkiem łączności były mikrotelefony (tzw. „pojítka“). Pogranicznicy nosili je na pasku a w pilnowanym leśnym sektorze granicy były porozmieszczane gniazdka na drzewach. Po włożeniu wtyczki mikrotelefonu do gniazdka, natychmiast uzyskiwało się połączenie z kompanią. W razie krótkiego spięcia na płocie sygnalizacyjnym, oficer dyżurny wysyłał do danego sektora pograniczników z najbliższych patroli stacjonarnych lub też mobilny patrol alarmowo-interwencyjny z kompanii (kierowca terenówki UAZ + przewodnik psa). Dokładnie sprawdzano przyczynę krótkiego spięcia. W większości wypadków powodem był zając, sarna lub dzik (te ostatnie potrafiły bez trudu kompletnie zlikwidować kilkadziesiąt metrów płotu sygnalizacyjnego). Jeżeli jednak pies złapał trop ludzi, to wtedy rozpoczynał się pościg na śmierć i życie. Albo uciekinierom udało się zbiec (od czasu do czasu), albo zostali schwytani i skończyli w więzieniu (najczęściej), lub też zostali zastrzeleni (sporadycznie ale jednak się zdarzało).

   Niektóre statystyki podają, że w latach 1948-1989 zginęło na granicy czechosłowackiej od 280 do 288 uciekinierów (w zależności od źródła) z tego 31 Polaków. 145 osób to ofiary pograniczników, 100 osób zabił prąd do 1965r., 11 osób utonęło, 16 osób popełniło samobójstwo z obawy przed zatrzymaniem i aresztowaniem, 5 osób poniosło śmierć podczas próby taranowania przeszkód przy użyciu pojazdów, 2 osoby zabiły miny a 1 osobę zagryzł pies służbowy. Śmierć poniosło również 653 pograniczników, z tego 10 zabili uciekinierzy. Większość ofiar popełniła samobójstwo lub zmarła przy różnego rodzaju wypadkach.

Imienne wykazy niektórych zabitych uciekinierów można znaleźć tutaj:

http://www.ustrcr.cz/data/pdf/projekty/usmrceni-hranice/sesit13.pdf

Psy służbowe były nieodzowną częścią Straży Granicznej

W trudno dostępnych odcinkach granicy czechosłowackiej używano samodzielnie atakujących psów "SUP" (samostatně útočící pes). Psy atakowały w ogrodzonym sektorze lasu, lub w pasie między płotem i ścianą sygnalizacyjną z drutu kolczastego, który był szeroki 5-6 metrów. Psy były zazwyczaj dwa (ale atakowały też w pojedynkę lub wyjątkowo była to sfora kilku psów). Przed wypuszczeniem były trzymane w specjalnym 2-drzwiowym kojcu.




    Psy były ćwiczone tak, że po krótkim spięciu otwierał dyżurny zdalnie z jednostki Straży Granicznej drzwiczki kojca w określonym kierunku (lub też otwierały się automatycznie) i psy biegły wzdłuż ściany sygnalizacyjnej aż do końca sektora. Jeżeli wywęszyły trop osoby próbującej nielegalnie przekroczyć granicę, to pędziły jej śladem i szybko ją dopadły. Przewodnik psów przybywał na miejsce zdarzenia z jednostki Straży Granicznej po upływie 15-30 minut (w tym czasie uciekinier walczył o gołe życie). Był to jeden z wielu sposobów zabezpieczenia granicy. Pomimo śmiałych oczekiwań, samodzielnie atakujące psy z wielu powodów nie schwytały dużo uciekinierów. Psy były trzymane w takich sektorach, gdzie czas interwencji patrolu był za długi i groziło, że pogranicznicy nie zdołają uciekinierów schwytać. Jednak w takich odcinkach nie zdarzały się częste próby przekroczenia granicy - gdyby było inaczej, to dowódca jednostki natychmiast wprowadziłby w takim miejscu stały patrol. 

    Wiele też zależało od charakteru psów umieszczanych w tzw. "SUP". Były psy, które lubiły się tylko bawić i przy ćwiczeniach aktywizacyjnych obsikały figuranta i na tym się skończyło. Wiele psów stanowiły jednak niezwykle ostre choleryki, skaczące na człowieka z impetem z kilku metrów i po zagryzieniu do rękawa nie chciały puścić nawet na bezpośrednią komendę przewodnika (wiele psów nie interesowało się rękawem, ale celowo gryzły w kark lub w nogi - wielu figurantów odniosło głębokie rany z takich ćwiczeń aktywizacyjnych). Ile przewodników zostało pogryzionych przez samodzielnie atakujące psy, czeskie źródła historyczne nie podają, jednak często po fałszywym alarmie takie psy gryzły się nawzajem i pogryzły nawet przewodnika, chcącego je rozdzielić i zamknąć w kojcu. Częste były przypadki rozszarpywania zwierzyny leśnej, która znalazła się w ogrodzonej przestrzeni dla "SUP". 

    Generalnie można stwierdzić, że pomimo dużych kosztów i codziennych ćwiczeń tych psów (jeżeli była to sfora, to tylko i wyłącznie z jednego miotu), nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Zdecydowanie lepiej spisywały się psy wartownicze, które w newralgicznych miejscach na smyczach wiązano do naciągniętych długich stalowych lin. Nie służyły one jednak do zatrzymywania uciekinierów. Głośnym szczekaniem odstraszały i naprowadzały uciekinierów do innej części sektora granicznego, wprost na stanowisko pograniczników.




 Znany i ostatnio dosyć nagłośniony w czeskiej i słowackiej prasie, był przypadek zatrzymania przez wypuszczone psy służbowe (owczarki wabiły się „Roby” i „Riszo“), 18-letniego obywatela NRD - Hardmuta Tautzego, który w 1986r. uciekał do Austrii. Tautzego jeden z psów z tyłu głowy oskalpował (nie były to samodzielnie atakujące psy), dzięki czemu poszkodowany zmarł później w szpitalu na wykrwawienie i szok pourazowy.

Na tym linku można obejrzeć zdjęcie ofiary pochodzące ze śledztwa organów ścigania.
http://www.ustrcr.cz/data/pdf/projekty/usmrceni-hranice/portrety-usmrcenych/tautz02.pdf
(źródło: Archiv ÚPN Bratislava, f. KS ZNB BA, a. č. V – 188605)



Niektóre kompanie Straży Granicznej pilnowały odcinków granicy, gdzie właściwie nikt nie próbował się przedostać, ale były również takie jednostki, gdzie z pociągów lub bezpośrednio z ulic codziennie wyłapywano od 2 do 5 podejrzanych i po przesłuchaniu przekazywano do rąk czeskiej Milicji Obywatelskiej a później kierowano sprawy do sądów (przykładowo České Velenice, Lipno itd.). Czechosłowackiej granicy z NRD pilnowały również oddziały Straży Granicznej, jednak bez drutów kolczastych z prądem, a granica z Polską, ZSRR oraz Węgrami była pilnowana przez pograniczne posterunki czeskiej Milicji Obywatelskiej.



Desperacka próba wykorzystywania pionierów

W latach 1970-1989 rozpoczęła Straż Graniczna wprowadzać w Czechosłowacji bardzo dobrze przemyślany system, w którym brały udział nieświadome dzieci z przygranicznych miast i wiosek. Na zbiórkach Pioniera (odpowiednik polskiego harcerstwa) wmawiano im, że każda osoba, którą nie znają, to na pewno jakiś łotr, złodziej lub morderca. Dzieci potem same zgłaszały na posterunkach czeskiej Milicji Obywatelskiej lub pogranicznikom nieznajome osoby, które patrole Straży Granicznej bez trudu zatrzymywały jeszcze przed pasmem granicznym.




Co dziś można zobaczyć tam, gdzie kiedyś była żelazna kurtyna

   Na Szumawie oraz w turystycznie atrakcyjnych przygranicznych lasach na południu Czech i Moraw, można się jeszcze dzisiaj natknąć na pozostałości z tamtych czasów. Tu i tam w lesie pozostał kawałek zasieku, który leśnicy wykorzystują jako płot obory lub szkółki leśnej. Do dziś stoją tam nawet zapomniane wieże wartownicze, które jak ta na zdjęciu przypominają o tym, że takie "ambony obserwacyjne" używane były kiedyś przez Straż Graniczną. Na ten konkretny relikt żelaznej kurtyny na zdjęciu można się natknąć w lasach koło miasteczka Nýrsko, chociaż bliżej do niego mają Niemcy z Rittsteigu (wielu Niemców z przygranicznych niemieckich wiosek z prawdziwym sentymentem wspomina żelazną kurtynę jako czasy, kiedy wychodząc do pracy, nie musieli nawet zamykać własnych domów.

   Dziś nie ma już żelaznej kurtyny a mnóstwo przygranicznych Niemców jest bez pracy, ponieważ za 30-50% ich pensji pracują z pocałowaniem ręki czescy czy polscy pendlerzy. Na mapie niestety brak już Czechosłowacji a czeska granica istnieje tylko teoretycznie. Taki stan rzeczy odpowiada oczywiście turystom i pendlerom. Jednak głównym beneficientem są struktury mafijne zarabiające fortuny na uchodźcach, lub na papierosowej kontrabandzie z Ukrainy czy Białorusi.




   Granice państwowe, które kiedyś pilnowano jak przysłowiowe oko w głowie, przesunęły się na obrzeża UE. Patrząc jak Państwo Islamskie kasuje w Libii migrantów, potem ładuje ich 50 na ponton przeznaczony dla 25 osób i zmusza ich do wypłynięcia na Morze śródziemne, skąd po przepłynięciu kilku mil bierze ich na pokład łódź Frontexu, trudno oprzeć się wrażeniu, że nie chodzi tutaj o z góry ustalony proceder.

   Specjalne podziękowania dla Szanownej Pani Dyrektor mgr. Světlany Ptáčníkové z czeskiego "Archivu bezpečnostních složek" za pomoc i wsparcie w udostępnieniu zdjęć historycznych. Dziękuję również Panu Oldřichu Vítkovi, właścicielowi witryny www.vojensko.cz, oraz właścicielowi bloga https://pohranicnik.blogspot.cz za uprzejme udostępnienie reszty zdjęć.



(C) Vladislav Lojek, autochton z Zaolzia (w latach 1976-78 odbył zasadniczą służbę wojskową w 17 kompanii Straży Granicznej „Tokániště”)


8. září 2021

PŠM V JEDNOTKÁCH US.ARMY ZA STUDENÉ VÁLKY

 Politická školení amerických vojáků.


Snad všichni vojáci, kteří sloužili v ČSLA nebo u Pohraniční stráže se někdy setkali s politickým školením, které mělo posílit jejich bojovou a politickou připravenost. Nedokážu posoudit, jak účinná taková školení bývala, a proto to raději nechám na těch čtenářích, kteří je zažili.

Také Armáda Spojených států měla již od 2. světové války obdobný program. Neříkala mu však politické školení, ale „Political Indoctrination.“ Politická indoktrinace znamená něco jako úsilí zaměřené k slepému a odevzdanému přijetí určitého politického učení, názorů či postojů, které nepřipouští diskusi ani kritiku.

V roce 1942 se velení americké armády obávalo, že velká část vojáku nechápala, ani kam jde bojovat, a ani proč. Proto tito vojáci nebyli patřičně vlastenecky uvědomělí a mohli být nedostatečně motivovaní. A proto bylo potřeba „neutuchajícího úsilí o předávání politických vědomostí a názorů vojákům, kteří by si je pak odnesli do civilního života.“

Armáda se tak dalších několik desítek let sice snažila vyvinout program politického školení, leč podle amerických vojenských historiků zcela selhala.

Politická školení se setkávala s odporem velitelů, kteří nechtěli plýtvat časem, který mohl být věnován bojové místo politické přípravě. Navíc mnozí velitelé byli přesvědčeni, že taková školení byla neúčinná a pro vojáky neustále se opakující a nudná.

Což mohu z vlastní zkušenosti potvrdit. Během své čtyřleté vojenské služby jsem zažil jen jedno takové školení na základně Fort Lewis, stát Washington. Dáma ve středním věku do vojáků dvě hodiny bušila stále totéž. Totiž, že USA je nejspravedlnější zemí světa a že bychom měli být hrdí, že vše se dá řešit volbami atd. atd. Náš velitel to vzdal po deseti minutách a šel raději ven na cigaretu. Pro jistotu se pak nevrátil. Zbytek z nás, kterému se během školení podařilo neusnout, měl co dělat, aby se nepodělal smíchy.



Vojenská základna Fort Lewis-McChord, stát Washington, kde náš velitel prohlásil, „Žádné další školení nebude, teď budeme nakládat letadla.“


Ještě před tím nám v přijímači na základně Fort Jackson, stát Jižní Karolína, ukazovali ve třídě asi třicetiminutové video o životě sovětské bojové jednotky. Většina z nás to uvítala jako odpočinek od denní dřiny. Navíc bylo video docela zajímavé. Jenže se přiřítil hlavní seržant a zařval, „Okamžitě ty sračky vypněte! Všichni ven na plac! Tady se mi flákat nebudete.“


Jiná situace mohla být u vojáků U.S. Army, kteří sloužili na hranicích SRN a ČSSR. Ti procházeli zvláštním školením o možném protivníkovi. Zřejmě ale i tam nebyl důraz na politickou připravenost, ale na vojensko-technickou stránku služby, třeba studium nákresu hraničního zabezpečení na hranicích ČSSR a SRN z americké dobové příručky.



Problémem dle příručky bylo, že se příslušníci U.S. Army někdy nezáměrně dostávali na území ČSSR a mohli tak způsobit velmi nepříjemný mezinárodní konflikt. Na jaře roku 1984 měl na území ČSSR proniknout pozorovací vrtulník a PS měla reagovat ostrou střelbou.


Mnozí Američané však snad ani do doby své služby na hranicích netušili, že nějaké Československo existovalo. Jejich hlavní pak obavou bylo, aby do Bavorska nevpadly sovětské tanky. „To bychom se tam dlouho neudrželi,“ vyprávěl mi bývalý americký velitel v Bavorsku. „Když v roce 1968 vjely sovětské tanky do ČSSR, prezident Johnson nám nařídil, abychom se stáhli od hranic nejméně 50 mil do německého vnitrozemí. O žádné problémy s Rusy jsme nestáli.


Politická indoktrinace ale již dlouho probíhá u dětí v amerických školách. Ti stojí v pozoru a přísahají věrnost vlajce. V občanské nauce "Civvies" jsou pak děti poučováni, že USA jsou něčím jako rájem na zemi.


Použité droje: Society for Military History 2007, americká vojenská studie VII Corps Border Study, 1970, pp. 20-48. CONF. XGDS, https://home.army.mil/lewis-mcchord/index.php, vlastní zážitky autora

(c) Autor: Mirek Katzl


Tento článek pro weblog Pohraničník sepsal autor knihy JAK SE (NE)STÁT AMERIČANEM.

Ukázky z připravované knihy naleznete zde: https://jaksenestatamericanem.com


ZAJÍMÁ VÁS VÍCE? Klikněte si pro podobné články. 

** VKR u Pohraniční stráže a US.ARMY 

** Vojákem US.ARMY na druhé straně hranice 

** A battle of nerves

24. srpna 2021

DUNAJSKÁ PS VE FAKTECH A DATECH

 Historie Pohraniční stráže - k 70. výročí přijetí Zákona o ochraně státních hranic.

Pohraničníci na Dunaji.

S přijetím Zákona o ochraně státních hranic se začal posuzovat i dosavadní způsob střežení dunajské hranice, který byl vyhodnocen za nedostatečný a malé početní stavy stanic SNB nedovolovaly provádět střežení alespoň v rozsahu nařízeném velitelstvím Veřejné bezpečnosti. Už v polovině roku 1951 se začalo uvažovat o možnosti střežení Dunaje Pohraniční stráži MNB s tím, že by pro střežení východního úseku Dunaje byl vytvořen samostatný prapor Pohraniční stráže s velitelstvím v Komárně a pro střežení úseku Dunaje v obvodu bratislavského oddílu PS by byl přidělen bratislavský poříční oddíl. Toto řešení se však zatím neuskutečnilo, neboť od ledna 1952 převzala střežení celého úseku jihozápadních hranic Slovenska od slovensko–moravského pomezí až po ústi řeky Ipeľ do Dunaje 11. brigáda Pohraniční stráže, která vznikla reorganizaci dosavadního 11. pohraničního oddílu v Bratislavě.

26.  června 1952 byl do její organizace začleněn i IV. prapor poříční ochrany s velitelstvím v Komárně, který vznikl sloučením dosavadního poříčního oddílu, plavebních oddílů a stanic SNB dosud zabezpečujících ochranu státní hranice na Dunaji v rámci místně příslušných krajských velitelství ministerstva národní bezpečnosti. Do těchto jednotek byla převedena výzbroj, výstroj a příslušníci NB, respektive Veřejné bezpečnosti, kteří dosud vykonávali službu v příslušných jednotkách. Počty byly dále doplněny příslušníky MNB, VS, PS z povolání a vojáky základní služby.

29. července 1952 vyšel tajný rozkaz ministra NB č. 101/52 o převzetí ochrany státních hranic na Dunaji Pohraniční stráži. 20. srpna 1952 v 18:00 hodin převzal IV. prapor poříční ochrany ochranu státní hranice na Dunaji. Tento den můžeme považovat jako den vzniku Dunajské pohraniční stráže.

Službu k ochraně státních hranic na svěřeném úseku organizovaly poříční oddíly hlídkami vysílanými ke střežení na hladině, na břehu i na přístupech k řece s intenzivním využíváním pomocníků PS, spolupráce s ostatním obyvatelstvem i jinými složkami státních orgánů.

Základní jednotkou Pohraniční stráže na Dunaji byl poříční oddíl, který prováděl ve svěřeném úseku ochranu státních hranic, zajišťoval plavbu obchodních lodí s důrazem na lodi kapitalistických států a podílel se i na dohledu nad udržováním režimních opatření na řece Dunaji.

Těžiště ochrany státních hranic na Dunaji tak nadále spočívalo na hladině, březích řeky a přechodech přes řeku a tvořily ji strážní čluny i jednotlivé hlídky.

Ilustrační obrázek.


Po provedené reorganizaci měl IV. poříční prapor plánováno celkem 453 vojáků a 15 civilních zaměstnanců a ve svém složení měl velitelství, tvořené velitelem praporu, jeho zástupcem pro věci politické, zástupcem velitele praporu – velitelem poříční flotily a zástupcem pro zásobování, dále štáb v počtu 16 osob v čele s náčelníkem štábu, skupinu politickou s výchovným náčelníkem a instruktorem mládeže, týl v počtu 5 vojáků a 2 civilních uklízeček a skupinou zdravotní s hlavním lékařem a dvěma zdravotními instruktory. Celkem mělo velitelství praporu 30 vojáků a 2 civilní zaměstnance.

Jednotky přímo podřízené tvořila velitelská četa v čele s velitelem čety a staršinou čety, jímž bylo podřízeno velitelské družstvo v počtu 11 mužů vyzbrojených sedmi pistolemi nebo samopaly, čtyřmi puškami a jedním lehkým kulometem, dále spojovací družstvo s jedním radiovým rojem a jedním telefonním rojem s celkovým počtem 14 mužů a nakonec dopravní družstvo v počtu 13 osob, které zabezpečovalo provoz 4 osobních automobilů, 4 nákladních aut, 2 motocyklů s přívěsem a 2 vodních kluzáků. Celkem měla velitelská četa 40 vojáků.

10 pohraničních čet, které střežily „suchou“ hranici měly všechny shodnou organizaci. Tvořilo jí velitelství čety ve složení velitel čety, staršina čety, kuchař, řidič a uklízečka a dvě pěší družstva, každé o 11 příslušnících (velitel, střelec LK, nabiječ, 8 úderníků). Vždy jeden úderník v pěším družstvu byl vyškolen jako radista. V každém pěším družstvu bylo sedm pistolí nebo samopalů, čtyři pušky a jeden lehký kulomet. Celkem bylo v pohraniční četě 26 vojáků a 1 civilní zaměstnanec a k dispozici měli 1 auto osobní bojové (Škoda Tudor) a 10 jízdních kol. Celkem v 10 pohraničních četách bylo plánováno 260 vojáků a10 civilních zaměstnanců.

Čety byly dislokovány následovně: 1. četa – Hrušov, 2. četa – Baka, 3. četa – Medveďov, 4. četa – Klížská Nemá, 5. četa – Zlatná na Ostrově, 6. četa – Komárno, 7. četa – Iža, 8. četa - Radvaň nad Dunajem, 9. četa – Kravany a 10. četa – Chľaba.

Samostatnou jednotkou byla poříční flotila, kterou tvořily tři poříční oddíly dislokované v Bratislavě, Komárně a Chlabě. Jak již bylo uvedeno velel ji zástupce velitele poříčního praporu. Velitelství dále tvořili zástupce velitele pro věci politické, zástupce pro věci technické a technický referent. Dalším organizačním prvkem byly dílny a sklady s počtem 9 pohraničníků.

Tři poříční oddíly měly stejnou strukturu velitelství ve složení velitel oddílu, zástupce pro věci politické, zástupce velitele oddílu, staršina oddílu, dva kuchaři, zdravotník, velitel radiostanice, čtyři radisté, mechanik a uklízečka. Celkem tedy 13 vojáků a 1 civilní zaměstnanec. Dále byl v oddílu člun GM (Greenmary), jehož osádku tvořili čtyři muži: velitel člunu, řidič, střelec a radista. U poříčního oddílu v Chlabě byl místo člunu GM člun LD se stejnou osádkou. Následovaly čluny – kluzáky jejichž počty se v oddílech lišily. U poříčního oddílu v Bratislavě bylo 7 kluzáků, v Komárně 8 kluzáků a v Chlabě 5 kluzáků. Osádku každého člunu – kluzáku tvořil velitel – radista, střelec a řidič. Tím byly dány i celkové počty osob jednotlivých poříčních oddílů, a sice: v Bratislavě 38 vojáků + 1 civilní zaměstnanec, v Komárně 41 vojáků + 1 a v Chlabě 32 vojáků + 1. Celkem tedy bylo v poříční flotile 123 vojáků a 3 civilní zaměstnanci (uklízečky). Měli k dispozici 2 motorové čluny GM, 1 motorový člun LD a 20 člunů – kluzáků.

V rámci převzetí ochrany státních hranic Pohraniční stráži byla do organizační struktury 11. brigády začleněna i bezpečnostní správa přístavu Komárno, určená na ochranu přístavu v Komárně. Brigáda byla podřízena Správě Pohraniční stráže, která vznikla z dosavadního Velitelství Pohraniční stráže na základě tajného rozkazu MNB č. 66 z 29. května 1952.

Ilustrační obrázek (kniha).


Rozkazem ministra národní bezpečnosti č. 32 z 25. listopadu 1952 byl pro Dunajskou pohraniční stráž (DPS) schválen nový stejnokroj odlišující se od ostatních příslušníků PS modrou barvou i střihem. Místo košile se používala tílka DPS s bílými a zelenými podélnými pruhy. Čepice byla kulatého tvaru zelené barvy, bez štítku a se stuhami. Stejnokroj stanovený pro DPS byl určen i pro vojáky z povolání zařazenými u DPS.V následujícím roce 1953 byly pak nové stejnokroje zavedeny do používání.

Stejnokroj DPS se v průběhu existence Pohraniční stráže vyvíjel a měnil jak co do používaných materiálů, tak i v detailech provedení. Konečné podoby dosáhl na konci sedmdesátých let naplněním RMV ČSSR č. 3/1979. Stejnokroj DPS pro vojáky v základní službě zahrnoval čepici, blůzu, kalhoty a plášť. Blůza pro DPS byla celopodšívkovaná v barvě modré s předním dílem v celku s výstřihem u krku. Rukávy byly dvoudílné, ukončené dole manžetou s rozparkem na zapnutí. Nárameníky byly po celém obvodu prošité. K blůze naležel připínací límec, jehož vrchní strana byla zelená s našitými bílými prýmky. Kalhoty DPS byly dlouhé bez manžet se dvěma bočníma prostřihnutýma kapsami na předních dílech. Čepice pro DPS byla v barvě zelené. Na čepici se používaly zelené stuhy se žlutým nápisem „Dunajská pohraniční stráž“ a vyšitými kotvami. Délka stuhy byla 45 cm. Plášť DPS byl ve stejném provedení jako pro ostatní vojáky v základní službě, avšak v barvě šedomodré.

Stejnokroj DPS pro vojáky z povolání se rovněž skládal z čepice, blůzy, kalhot a pláště, vše v barvě modré. Blůza DPS byla s dvouřadovým zapínáním na tři knoflíky. Na předních dílech byly dvě prostřižené kapsy s patkami. Zadní díl byl středem sešitý. Nárameníky byly všité do rukávových švů. Na rukávech byly našity hodnostní prýmky a to u důstojníků žluté barvy a u praporčíků bílé barvy. Pro nižší důstojníky, rotné, rotmistry a nadrotmistry v šíři 1 cm, pro vyšší důstojníky, podpraporčíky, praporčíky a nadpraporčíky v šíři 2 cm. Počet hodnostních prýmků podle dosažené hodnosti byl následující: rotný a podporučík – 1 páska, rotmistr a poručík – 2 pásky, nadporučík a nadrotmistr – 3 pásky, kapitán – 4 pásky, podpraporčík a major – 1 páska, praporčík a podplukovník – 1 páska široká a 1 páska úzká a nadpraporčík a plukovník – 1 páska široká a 2 pásky úzké. Nad hodnostními prýmky byla u všech hodností připevněna kotva příslušné barvy. Čepice DPS vojáků z povolání se od ostatních odlišovala štítkem potaženým tkaninou. Plášť DPS byl dvouřadový ve stejném provedení jako pláště pro ostatní vojáky z povolání vojsk MV, avšak v modré barvě.

Ilustrační obrázek.


Systém střežení dunajské hranice se odrážel v odlišnosti provádění bojové a politické přípravy příslušníků poříčních oddílů.

Velitelskou přípravu velitelů člunů provádělo velitelství poříčního praporu formou soustředění v době přerušení plavby. U poříčního oddílu pak velitel člunu jen udržoval a prohluboval získané znalosti formou samostudia a politických informací. Získané návyky se zdokonalovaly formou nácviků, ošetřování člunů, použití radiových stanic, zásahu člunů apod. Tyto organizoval v potřebném rozsahu velitel oddílu.

Školení mechaniků provádělo rovněž velitelství poříčního praporu formou několika kratších soustředění v době, kdy to bylo z hlediska jejich funkce nejúčelnější.

Bojová a politická příprava příslušníků základní služby u poříčních oddílu byla organizována tak, aby v době, kdy nebyla možná plavba na Dunaji bylo proškoleno nejméně 50 – 60 % látky stanovené učebními programy, aby příslušníci byli na hlavní dobu služby již dokonale připraveni. Proškolení zvlášť důležitých odborných témat u kormidelníků mohl velitel poříčního praporu organizovat jejich soustředěním na praporu.

Velitelská příprava ostatních funkcionářů poříčních oddílů byla organizována ve stejném rozsahu jako pro specialisty, přičemž za odbornou přípravu byla považována nauka o člunech a jejich exploatace a znalosti zásad plavby na Dunaji.

Kontrolní prohlídky plnění úkolů bojové a politické přípravy byly nadřízenými veliteli organizovány tak, aby jedna byla provedena na ukončení zimního výcviku a druhá pak na závěr výcvikového roku.


(c) AUTOR: mgr.Josef Šolc






4. srpna 2021

ČETNÍKEM NA ČS-POLSKÉ HRANICI (90.LÉTA).

 

Zvažoval jsem, jaký příběh dnes dám na tento weblog. Upřímně, moc se mě do ničeho nechtělo. Neprožívám nyní (srpen/2021) zrovna nejlepší období svého života, detailů vás, milí čtenáři ušetřím, a tak jsem si říkal, že nějaký článek s tématikou PS OSH převezmu a bude vymalováno.

Nakonec ve mě zvítězil pohraničářský smysl pro povinnost a ve finále jsem se rozhodnul, že posedím u svého zastaralého notebooku déle a hodím na sklo nějakou ze svých vzpomínek na službu v uniformě strážce státní hranice.


Protože změna je život, tentokrát nebudu vzpomínat na službu u 1.rPS Trojmezí v 80.létech, za časů studené války na trojstátí ČSSR-BRD-DDR, ale přenesu se do 90.let, na státní hranici mezi ČSFR a Polskem, v časech radostného budování kapitalismu bez přívlastků, tržní ekonomiky, jenž vyřeší vše a začátků mladé demokracie, kdy jsme očekávali, že do deseti let předstihneme Rakousko, Německo a budeme žít v blahobytu a nikdy nekončící prosperitě :-)

Ano, tuhle poznámku jsem si nemohl odpustit, páč charakterizuje "zlaté devadesáté". Snad z toho nikomu nepraskne žilka.


Určitě mnozí z vás četli můj článek Četníkem na polské hranici, kde jsem popisoval, jak jsem se z důstojníka Pohraniční stráže, stal důstojníkem Pohraniční policie. Nebudu to zde popisovat znova, pod tímto příběhem dám odkaz (link) a kdo chce , bude si jej moci přečíst.


Čím začít? Vždy jsem si přál sloužit na polské hranici, jednak kvůli blízkosti rodné Ostravy, ale hlavně proto, že takový způsob výkonu služby se mě líbil. Pochůzkový, jakoby policejní systém, kdy sám, nebo s kolegou, chodíš po čáře, vyzbrojen jen radiostanicí, pistolí a dalekohledem, případně výkon služby vozidlem (tak, jak ho známe u BGS, Zoll, Gendarmerie), nebo dozorčí služba na Oddělení ochrany státní hranice. Odpovídáš jen sám za sebe, nikdo ti do ničeho nekecá, na O OSH je vás pár příslušníků a hotovo. Něco jako strážci hranice ve filmu Král Šumavy, jen v novodobé realitě.


S tím jsem také šel studovat na Střední odbornou školu PS a VMV v Holešově, zahrnut slibem kádrováka, že po škole půjdu na polskou čáru. Ale, znáte to, sliby se slibují.V roce 1985 jsem dostal umístěnku k 5.bPS Cheb a na mé nářky a odvolávání se na sliby kádrováka se mě jiný kádrovák vysmál, že prý, zda to mám písemně. Neměl jsem nic.


Zkrátím to, roky 1985-1991 jsem si odkroutil na západní čáře v Trojmezí a nikdy jsem toho (moc) nelitoval. Zažil jsem tam úžasné věci, prožil různé dobrodružství, staly se záležitosti veselé i smutné. A protože jsem nikdy nebyl vzorem důstojníka PS, byl jsem často u toho, leckdy v roli iniciátora. Stálo mě to spoustu dnů domácího vězení, zastavené povýšení (jinak bych skončil jako nadporučík), což je vyváženo tím, že mám na co vzpomínat a to je i důvod, proč existuje i weblog Pohraničník.


Ale zpět do Vávrovic, na polskou hranici.

U "četníků" bylo všechno úplně jinak. Dlouho jsem si nemohl zvyknout, že to zde není vojensky organizováno, ale, že přístup ke všemu je sice profesionální, ale v klidu, bez řvaní velitelů, nebo hulákání kontrolních orgánů z velitelství. Bylo prostě znát, že všichni četníci byli v pohodě.

Jasně, náčelník Stanice pohraniční policie (SPP) npor.Koník to tam měl všechno pod palcem, ale snad nikdy jsem nezažil, že by se k nám choval nějak zle, ve stylu sovětského komandýra, nebo rakousko-uherského zupáka. Podle toho jsme ke všemu přistupovali i my. Pokud mám hovořit za sebe, nevzpomínám si, že bych šel někdy do služby s nechutí, odporem, nebo dokonce se strachem, kdo mě dnes zase seřve a za co. Nepřeháním, takhle to vážně bylo, tedy z mého hlediska.


Samotný objekt SPP byl (pro mě) zajímavý. Žádná pohraniční rota zvící horského hotelu, jako má domovská 1.rPS Trojmezí. Policejní stanice, to byl starší barák, snad ještě z období první republiky. Poctivá stavba, tlusté cihlové zdi (v létě příjemné chladno, v zimě teplo), prkenná podlaha, mírně vrzající. Velké kanceláře, které původně byly pokoji, ložnicemi, když objekt ještě sloužil pro bydlení. Kuchyně, koupelny, toalety, vše velké,poctivě udělané, tak jak to všichni známe ze starých domů.



Objekt stanice Pohraniční policie - Vávrovice.

V kuchyni, dole v přízemí, byl velký mrazák, takový ten horizontálně položený, větší než vana. A do něj nám pravidelně vozili, z Krajské správy pohraniční policie Ostrava, mražené jídla. Ale, tehdy, v roce 1991, žádné sračky plné éček, konzervantů a náhražek. Chutné papů!

Jídla vařila nějaká firma, která smluvně zásobovala více policejních složek v kraji.

Vybrat jsme si mohli asi z cca 7-10 druhů jídla, od pečeného kuřete s rýží (nejoblíbenější), rajské omáčky s masem a knedlíkem, karbanátky s bramborem atd, atd. Vždy bylo jídlo zamražené zvlášť a přiloha (prívarok) také zvlášť. K tomu vždy dovezli z Ostravy seznam druhů jídel a příloh.

Kdo si vzal jídlo, hodil do kasičky peníze, podle jeho ceny. Kdo zrovna u sebe neměl peníze, nebo drobné, vhodil papírek se svým jménem a částkou. Zaplatil pak později, nebo byl vyinkasován pří výplatě (tenkrát jsme ji dostávali "cash" vždy 10.v měsíci). Nikdy nechyběla ani koruna, co si kdo snědl, to si zaplatil. Jen si pamatuji, že se náčelník občas rozčiloval, že si máme k jídlu brát správné přílohy, tzn. ke kuřeti rýži a ne brambory :-)


Aby jste si nemysleli, že tahkle zásobovány byly všechny četnické stanice. Vávrovice tuto výsadu měly proto, že zde kdysi bylo Úsekové oddělení OSH (něco jako prapor PS na západní čáře). Když jsem v roce 1991 do Vávrovic přišel, už to byla jen obyčejná četnická stanice, Úsekové OSH bylo v městě Krnov, kde tomu velel nějaký mjr, nebo pplk.Škrobánek.

S tím jsem měl později docela dobré vztahy, páč jsem mu dodával filmy na VHS podle jeho výběru. V roce 1991 snad ještě ani žádné půjčovny VHS s těmi správnými filmy nebyly. To, co v krajských městech, ještě za reálného socialismu v ČSSR, provozovalo Filmové studio Barrandov (nebo Filmexport), bylo tristní, nabídka filmů asi jako v Československé televizi. A já měl doma v Ostravě své zdroje.

Ale protože dodávka mraženého jídla byla nasmlouvaná na nějaké období, tak ji nechali doběhnout a my, četníci z Vávrovic, měli tuto příjemnou výsadu.


Ale, opět k výkonu služby. Zpočátku jsem sloužil, podle rozhodnutí náčelníka, jen Dozorčího důstojníka, což byla směna od 14.00 hod, do rána 07.00 hod. Bylo to podobné jako operační důstojník DDR na rotě PS. Jenom, vycházelo ven, do terénu méně hlídek, sloužili se osmihodinové šichty v terénu, ranní, odpolední noční. Přes den většinou jednočlenné, v noci téměř vždy dvoučlenné a vozidlem (měli jsme na SPP dvě vozidla Škoda 120, motocykl Jawa 350 a později jsme dostali od PS i vojenskou Pragu V3S.

Dozorčí důstojník poté seděl u radiostanice (už jsme měli ty moderní s obrazovkou), telefonu a pokud možno, byl bdělý a ostražitý. To se ne vždy povedlo, páč v místnosti dozorčího důstojníka byla i válenda, která lákala, pokud noc byla ještě mladá, k odpočinku. Takový nadporučík Bolík chrápal tak intenzivně, že ho muselo být slyšet až v Polsku.

Kolem 18.hod si vždy dozorčí důstojník přeladil základnovou radiostanici na frekvenci Okresního ředitelství Policie ČR Opava, kde se vysílal pátrací oběžník, něco podobného, jako když v systému Pohraniční stráže jsme, ale po telefonních linkách MV, dostávali tzv Fonogram.

Vzpomínám si, že jednou bylo v pátrání i to, že zpěvačce Marii Rottrové, která v té době žila už v Praze, odcizili její osobní auto. Důstojník, dávajíci oběžník si povzdechnul, "že kdyby Maruška zůstala v Ostravě, tohle by se jí nestalo". A měl recht :-)


Později, když mě náčelník, nebo jeho zástupce, poručík M.Žurek, seznámili s terénem a úsekem hranice, který byl v našem rajónu, chodil jsem do běžného výkonu služby. Konečně se mě splnil můj sen. Sám, vyzbrojen radiostanicí, zbraní, dalekohledem, jsem vykonával policejní pochůzkovou službu. To ale znamenalo nejen courání přímo po čáře, nebo zaujetí stanoviště na kontrolním bodu, ale i procházení přilehlých obcí, pokec s místními a tak.

V létě jsem se, ke konci služby, stavoval na dvě pivka do hospody "U Mlčocha". Vypil jsem dvě piva, pokecal se štamgasty a pak valil na SPP, ukončit službu, vrátit vybavení a pak domů, do Opavy. Vím, dneska to zní úplně namyslitelně, že by si policisté dali, ve výkonu služby, v uniformě, někde pivo. Minimálně proto, že by je okamžitě někdo napráskal a tím by skončila jejich kariéra u PČR. Ale tenkrát, na počátku 90.let to šlo. Tedy, na takové vesnické služebně, jako byly Vávrovice, určitě. Jasně, pít alkohol ve službě bylo zakázáno i tehdy. Ale znáte to. Zákazy jsou od toho, aby se porušovaly. Však víte, milí čtenáři, o tom bych mohl vyprávět :-)



Orientační mapa - Google maps


Zmiňoval jsem se o našem vozidlovém parku. Žlutá Škoda 120 do výkonu služby, šedomodrá Škoda 120 pro náčelníka (obě bez popisu Policie, jen vybavené vozidlovou radiostanicí), motocykl Jawa 350, na kterém jezdil jen npor.Bolík, smáli jsme se s kolegy, že je to "soukromo-služební" motorka, páč Jéňa ji parkoval u sebe doma v garáži. Později nastoupil na SPP mladý vachmajstr, stržm.Jirka Fousek, ten měl papíry na motocykl též a tak, na příkaz náčelníka, musel Jéňa Bolík (za verbálních protestů) vrátit mašinu na oddělení a od té doby na ni jezdili ti dva, jen parkování se odehrávalo na policejní půdě a nikoliv v soukromém sektoru.

Později jsme dostali z vybavení rušené Pohraniční stráže i PV3S, s kterou jezdil nějaký vojín Klozík, který byl, s pár vojáky PS, převelen jako posila. Bylo to fajn, Praga V3S v terénu vyjela úplně všude a navíc jezdila na naftu, takže naší SPP nebrala benzín z přidělené kvóty PHM. Já jsem na vétřiesku byl zvyklý už ze služby u PS, jen někteří staří četníci, jako třeba npor.Vícha, ji nemohli přijít na chuť.


Někdy v roce 1992 přijel jakýsi papaláš z FMV Praha a asi na týden, možná déle, zapůjčil vozidlo VW dodávku. Tohle auto jsem znal z vidění, v časech studené války, na západní hranici, s ním jezdila západoněmecké ZOLL, nebo BGS.

Vozidlo bylo dodáno jako testovací, možná tenkrát měla německá automobilka Volkswagen zálusk na dodávky vozidel pro československou policii, nebo tak něco.

Legrační bylo, že vozidlo bylo bez označení, v takové té krémové barvě, jako vozidla německé ZOLL a dokonce i SPZ měla západoněmecké. Inu, 90.léta, všechno bylo možné, nikdo se ničemu nedivil. Furt to říkám: dynamická doba! Takto jsme jezdili hlídkovat do našeho rajónu. Rád na to vzpomínám.


A na další věci už si nevzpomenu, ostatně, hodně toho najdete v první části vzpomínek na "četnickou" službu, kterou jsem publikoval v roce 2012. Njn, utíká to.

Co budu publikovat příště, to úplně přesně nevím. Mám něco rozdělaného, ale,co z toho bude, těžko říci, neboť autorem nebudu já a to je vždy sázka do loterie, zda zamýšlený projekt vyjde ,či ne. Zachovejte mě přízeň. Nebo, napište si sami, co by jste chtěli číst, co vás zajímá. Pokud to půjde, pokusím se vyhovět a nějaký článek rád zbastlím. Ale, upozorňuji, byl jsem jen obyčejný velitel čety na rotě PS, nejsem žádný bývalý plukovník, nebo, nedej Bože, generál, který ví všechno.

A samozřejmě, pokud se budete chtít aktivně zapojit do tvorby weblogu Pohraničník, sepište své vzpomínky na službu u Pohraniční stráže, OPK, Vojsk MV, ale klidně i u vidových hlásek PVOS (ČSLA) a pošlete je na adresu redakce. Pokud přiložíte i pár dobových fotek z časů vojny, bude to přímo skvělé. Připomínám, že pokud budete chtít, váš text publikuji jako anonymní, bez uvedení jména, či jakékoliv jiné identity autora.


Adresa redakce: pohranicnik@gmail.com


S pozdravem: Zdeněk – autor weblogu Pohraničník.




ZAJÍMÁ VÁS VÍCE?

Klikněte si: "Četníkem na polské hranici – 1.část"


17. července 2021

VKR U POHRANIČNÍ STRÁŽE A US.ARMY

 

Jak mnohým jistě neuniklo, kromě klasické tématiky ochrany státní hranice a Pohraniční stráže v časech studené války, občas zabrousíme i do vod, které jsou, aspoň na první pohled, ne přímo s pohraničářskou tématikou související. Ale, zdání klame.


Jedním s tématem, kterým jsem se v této oblasti věnoval, bylo srovnání náročnosti výcviku mezi československou Pohraniční stráží a naším hlavním protivníkem, americkou US ARMY.


Článek naleznete zde:

http://pohranicnik.blogspot.com/2020/11/kdysi-jsme-bud-tady-na-weblogu.html


Protože ohlas byl mimořádný, čemuž se ani nedivím, neboť si vzpomínám, že když jsem sloužil u PS, ať přímo na státní hranici ČSSR-BRD v Trojmezí, nebo dočasně ve výcvikovém středisku v Aši, často jsme s vojáky řešili, jak asi náročný výcvik a službu mají v US.ARMY, nebo třeba v západoněmeckém Bundeswehru, či u Bundesgrenzschutz.

Samozřejmě, že validní informace jsme nikdy nezískali, neboť internet neexistoval, literatura ze Západu s touhle tématikou v ČSSR nebyla dostupná a jediným zdrojem tak bylo občasné zpravodajství vysílané na německé televizi ARD, ZDF ,nebo BR. Případně z amerických vojenských filmů vysílaných tamtéž, či později dostupných na videokazetách VHS.


Teď už je všechno jinak.


A já, díky weblogu Pohraničník a sociální síti Facebook, navázal jsem kontakt s lidmi, jenž si prošli výkonem služby v americké armádě, přímo na hranici BRD – ČSSR (80.léta), jako je americký občan Bill Pohle, nebo, jako bývalý československý občan, později naturalizovaný Američan, Mirek Katzl. A právě tento, snad mohu být tak opovážlivý a napsat můj kamarád Mirek, připravuje vydání knihy se svými vzpomínkami, kdy emigroval z tehdejšího Československa, přes tehdejší Jugoslávii a zvolil si život v USA, kde také vstoupil do jednotek americké armády.


Na tuto knihu, která vyjde zřejmě na podzim, v České republice a v češtině, rozhodně udělám promo, aby jste se o ní dozvěděli a mohli si ji případně zakoupit, bude to skvělé čtení, to vám mohu sdělit už nyní. Velmi zajímavé příběhy, bez ideologických vsuvek, politických slimejšů a keců, které do nás od rána do večera hustí české a slovenské masmédia. Já osobně se na knihu opravdu těším.



Ostatně, ukázky z připravované knihy naleznete na internetu, tak se sami podívejte, zda přeháním, či nikoliv.


Ukázky naleznete zde: https://jaksenestatamericanem.com


Ale, zpět k našemu příběhu. Mnozí z vás, bývalých vojáků, ale i důstojníků Pohraniční stráže, Vojsk Ministerstva vnitra , nebo ČSLA přišlo do styku s československou Vojenskou kontrarozvědkou (VKR), anebo Zpravodajskou službou Pohraniční stráže, či, nedej Bože, se Státní bezpečností (StB). V tom negativním slova smyslu, teď nepíšu o rozličných spolupracovnících, nebo donášejících "aktivistů" (aktivní blb je horší,než třídní nepřítel).


Mě se to také stalo a nejednou, páč jsem nebyl zrovna nejvzornější důstojník a velitel čety. Na rotě PS v Trojmezí, jsem, coby mladý a neklidný pohraničník, šel z průšvihu do průšvihu :-)

Jednou jsem byl u VKR na výslechu, kvůli tomu, že jsem si dopisoval s kamarádem, který se odstěhoval s rodinou do SFRJ (Jugoslávie) a někdy kolem roku 1986 nastoupil povinnou vojenskou službu v jugoslávské armádě.

Další průšvihy, kdy jsem šel na kobereček k VKR a pak dostával domácí vězení od velitele praporu, pplk Martínka, jsou popsány zde, na weblogu Pohraničník. Nebylo toho málo.

Také jsem se dostal na pohovor k veliteli zpravodajců 5.bPS Cheb, myslím, že to byl plukovník Baxa, za incident s hlídkou US.RMY v prostoru Trojstátí ČSSR-BRD-DDR u HM1/1.


Tento příběh naleznete tady:


ENGLISH VERSION

http://pohranicnik.blogspot.com/2020/10/a-battle-of-nerves.html


VERZE ČESKY

https://pohranicnik.blogspot.com/2012/05/od-rotmistra-po-podporucikave-sluzbe-u.html


Tenkrát mě ale velitel ZS 5.bPS Cheb otcovsky domlouval a nakonec jsem vyfásnul jen tři dny domácího vězení, takže, u mě dobrý. 

Asi měsíc jsem pak sekal latinu a chtěl být dobrým rotmistrem. Ovšem, znáte to. Cesta do Pekla je dlážděna dobrými úmysly :-) Jo, jo, byla to tenkrát, v 80.létech, dynamická doba.


Kupodivu jsem, díky Mirkovi Katzlovi zjistil, že kontráši na způsob naší, československé VKR, byli i v americké armádě. Tedy, tušil jsem ,že asi byli, ovšem, níže uvedený příběh od Mirka vás přesvědčí, že mezi příslušníky kontrarozvědky v USA a ČSSR nebyl zase až tak velký rozdíl.


Čtěte a dobře se bavte :-) 

Enjoy it!


- - - - - - - -


Vy jste KGB!


Vojenská základna Fort Stewart, stát Georgia, listopad 1986

 

V Georgii bylo slunné pondělní ráno, když někdo zabušil na dveře mého pokoje v barácích.

Co se děje?“ mžoural jsem na vojáka u dveří. Byl jsem rozespalý, měl jsem volné pondělí a přispal jsem si.

Jste vojín Katzl?“ zeptal se voják, který měl dozorčí službu.

Ano.“

Hoďte na sebe uniformu. Půjdete se mnou.“

Co se má jako dít?“ zeptal jsem se ho.

To nevím, jen vás chce vidět první seržant,“ pokrčil voják rameny.

První seržant Cooper seděl ve své kanceláři spolu se dvěma dalšími muži v oblecích, které jsme nikdy předtím neviděl.

Hned jak jsem vstoupil, oba civilové vstali. Jeden z nich si stoupl přede mě a druhý za mě, jako by mi chtěli zahradit cestu.

Tohle je vojín Katzl,“ oznámil jim seržant Cooper. Obrátil se na mě, „Vojíne, tito pánové jsou od vojenské rozvědky a potřebují si s vámi promluvit.“

Chápu, první seržante,“ řekl jsem.

Dobrá, vojíne,“ řekl seržant. „Od této chvíle jste až do odvolání uvolněn ze služby na klinice.“

 

*

 

Dva muži v civilu mě odvedli a posadili do neoznačeného auta venku na parkovišti. Jeden řídil a druhý mi vzadu dělal společnost. Naštěstí se cestou nezapomněli zastavit pro kávu.

Co se děje? Chtějí mi snad nabídnout práci u rozvědky? Protože umím česky?

Zastavili u opuštěné jednopatrové budovy a zavedli mě do místnosti bez oken.

Rozhlédl jsem se okolo. Zajímavá architektura—vypadalo to jako výslechová místnost na policejní služebně. Šedivě natřené zdi z betonových tvárnic, bytelné ocelové židle a stoly ze čtyřicátých let, které přežily celá desetiletí státní služby. Tohle by odolalo i hurikánu. Nebo pokusu vězně o útěk. Zjev místnosti měl zřejmě dotyčného správně naladit na výslech. Tím, že ho pořádně znervózní. Aha, takže práci u rozvědky mi tu asi nabízet nebudou.

Na mě ale takové prostředí mělo opačný účinek. Nevím proč, ale úplně jsem se uklidnil a ponořil se do příjemných myšlenek.

Chlape, posloucháte mě vůbec?“ mé myšlenky hrubě přerušil jeden z civilů.

Promiňte, pane,“ řekl jsem.

Mně pane neříkejte,“ řekl. „Jsem seržant Bergman, zvláštní agent CID.“ Pane se v americké armádě oslovovali pouze důstojníci.

Seržant mi ukázal svůj odznak a průkaz. CID—Služba kriminálního vyšetřování armády Spojených států. Tato služba vyšetřuje trestné činy vojáků.

A toto je kapitán Hicks z vojenské zpravodajské služby,“ seržant Bergmann ukázal na druhého muže. Vojenská rozvědka nebo nejspíše kontrarozvědka.

Dávejte pozor, vojíne,“ pokáral mě kapitán rozvědčík.

Až teď jsem si všiml stohu složek a nahrávacího zařízení na stole přede mnou.

Seržant z kriminálky mně podal jeden ze svazků.

Tohle si přečtěte,“ řekl.

Přečetl jsem si to. Složka obsahovala mé osobní a vojenské údaje.

Souhlasí to?“ zeptal se seržant z kriminálky.

Ano, seržante, souhlasí.“

Víte, proč jste tady?“ zeptal se nepříjemným tónem kapitán rozvědky.

Ne, pane,“ řekl jsem. „Nepochybuji však, že mi to dříve či později sdělíte, pane.“

Tohle na mě nezkoušejte,“ rozvědčík zvýšil hlas. „Jste v pěkném průšvihu.“

To já přece dobře vím, pane,“ řekl jsem mu. „V průšvihu jsem už několik let, ale možná byste to mohl trochu upřesnit, pane.“

Rozvědčík se polil horkou kávou a na tváři seržanta z kriminálky se objevil pobavený úsměv. Rychle ho potlačil.

Tak dobře,“ řekl po chvíli seržant. „Necháme těch komedií, ne? Řeknu vám to na rovinu. Nejsme tady, abychom vám ublížili. Naopak vám chceme pomoct, ale taky musíte pomoct vy nám. Zeptáme se vás jen pár otázek a vy nám na ně po pravdě odpovíte. Je to fér?“

Ano, seržante,“ polkl jsem. Spíše než fér to znělo děsivě.

Rozvědčík si mezitím utřel kávu ze saka a převzal výslech. Výslech tomu v protokolu neříkali, bylo to „interview,“ tedy rozhovor nebo pohovor. Američané si potrpí na hezká slova.

Tak dobře,“ začala rozvědka. „Zanechme formalit a promluvíme si otevřeně jako přátelé, ano? Kde jste byl přesně před měsícem?“

Ahá, tak o tom to všechno je,“ vydechl jsem úlevou. „Před měsícem jsem byl na dovolené v Německu a Rakousku.“

Ano, příteli, právě o tom to všechno je,“ řekl rozvědčík. „Tak vy jste nám jel na dovolenou do zahraničí. Věděl jste vůbec, že podle vojenských předpisů jste k tomu měl mít povolení velitele útvaru? A že jste měl k tomu účelu vyplnit příslušný formulář?“

Na chvíli se odmlčel a pak pokračoval, „Měl jste povolení velitele? Vyplnil jste ten formulář? Jak to teda bylo?“

Ne, pane, to ne, o žádném povolení nebo formuláři jsem nic nevěděl,“ řekl jsem. „Jen jsem si zažádal o dovolenou a jel jsem.“

Nikdy jsem se příliš netrápil s papírováním, byl jsem v tom tehdy lajdák. Jednou jsem dokonce dostal pokutu za nevyplnění daňového přiznání.

Tak zaplaťpánbůh, že se to vysvětlilo,“ řekl jsem. „Já už pomalu myslel, že mě chcete obvinit z nějakýho zločinu a tohle všechno je kvůli nevyplněnýmu papíru. Budu mít z toho nějaký problémy?“

To je na veliteli,“ řekla rozvědka. „My mu to ale ani říkat nemusíme, nás totiž žádné formuláře nezajímají. Co nás zajímá je, proč jste do toho Německa a Rakouska cestoval.“

No, protože se mi stýskalo a chtěl jsem na chvíli vidět domov…“

COŽE!“ vyhrkla rozvědka. „Vy jste byl taky v Československu?“

Ale kdepak, pane,“ protestoval jsem. „Kdybych jel do Československa, tak mě tam hned zavřou a těžko by mě pak pustili zpátky ven.“

Anebo možná pustili,“ vložil se do rozhovoru seržant z kriminálky. „Možná vám tam něco nabídli. Třeba se sem vrátit a být jim nápomocen?“

Až teď jsem pochopil vážnost situace. Oni si snad myslí, že dělám pro československou rozvědku. Jednou nevyplním nějaký papír a je průšvih. A pořádný.

To si děláte srandu?“ řekl jsem. „Vy si myslíte, že jsem nějakej špión? Nejste trochu paranoidní?“

Možná jsme paranoidní,“ řekla rozvědka. „Jsme za to nakonec placeni, a budete se divit, kolikrát máme pravdu. I když vy se asi divit nebudete.“

Mýlil se, z údivu jsem nevycházel.

Tak dobře,“ řekl seržant z kriminálky. „Připusťme, že do Československa jste nejel. Co jste tedy myslel tím, že jste se chtěl podívat domů?“

Domů do Evropy,“ odpověděl jsem. „Stýskalo se mi po ní.“

To mi nedává smysl,“ řekl rozvědčík. „Jako vojín zrovna moc nevyděláváte. Proč vyhodit takový prachy za deset dní výletu? Já sám si ze svého platu jezdit do Evropy dovolit nemůžu.“

Jenže pane, Evropa není váš domov,“ řekl jsem. „A pak, pane, já se o peníze moc nestarám.“

O peníze se nestaráte?“ přidal se seržant z kriminálky. „Proč? Máte jich dost? Protože vám kromě armády platí ještě někdo jiný?“

Ne, seržante, peníze mě prostě nezajímají.“

Co vás teda zajímá?“ řekl rozvědčík. Zřejmě jako Američan nemohl chápat, že peníze nejsou pro někoho tou hlavní hodnotou.

Vás toho asi moc nezajímá, co?“ pokračoval. „Trochu jsme se poptali po základně. Nikam nechodíte, skoro s nikým se nebavíte a nemáte ani přítelkyni. Pročpak asi? Protože dobře víte, že jste v průšvihu a nechcete do něho dostat jiné?“

Pravda, na základně jsem vedl trochu osamělou existenci. Ve volném čase jsem mluvil jen s několika vojáky, kteří měli podobné zájmy, jezdil jsem na kole do blízkého městečka Hinesville, na základně jsem chodil do knihovny a hodně jsem četl. Občas jsem zajel do historického přístavního města Savannah, tedy pokud tam zrovna někdo jel autem a nabídl mi svezení. Neměl jsem totiž ještě ani auto a ani řidičák.

Sami přece dobře vidíte, že se na týhle základně toho moc dělat nedá,“ řekl jsem. „Když si myslíte, že jsem samotář, tak budiž. Rozhodně mými hlavními koníčky nejsou se o víkendu zpít a vyspat se s jakoukoliv ženskou. Proti alkoholu vůbec nic nemám, sám se občas rád napiju a proti sexu taky ne. Problém v jednotce je, že těch pár holek, co tam máme, jsou buďto lesby nebo dají každýmu,“ řekl jsem. „Nehodlám něco chytnout. Spokojeni?“

Nejsme tady kvůli spokojenosti,“ zavrčel rozvědčík.

Tak proč tu jsme, pane?“ zeptal jsem se. Asi jsem je zbytečně provokoval.

Kapitán rozvědky se podíval na seržanta z kriminálky a kývl. Seržant mi podal tenký svazek listin. „Přečtěte si první stranu dole,“ řekl suše.

Četl jsem, Nepovolený kontakt s cizí zpravodajskou službou.“

Spokojen?“ sžíravě se zeptal seržant z kriminálky.

Ne, spokojen jsem vůbec nebyl. Navíc jsem začínal mít chuť na oběd. Toho dne zrovna v jídelně měli steaky a mušlovou polévku.

Nebyl by oběd?“ zeptal jsem se. Čekal jsem, že mě rozvědčík nebo seržant za mou drzost seřve, ale rozvědčík se kupodivu podíval na hodinky a řekl, „Ano, to je dobrý nápad. Dáme si přestávku na oběd.“ Konečně rozumná řeč.

Odvezu vás na oběd, a pak se sem vrátíme,“ informoval mě seržant z kriminálky.

Vy si fakt myslíte, že bych vám chtěl utéct?“ zeptal jsem se seržanta v autě na cestě do jídelny.

To ne,“ řekl seržant. „Ale předpisy jsou předpisy. SOP—standardní operativní postupy—jako všechno v armádě nebo i jinde ve státní službě, znáte to. Ty musí dodržovat každý, včetně mě a vás. Proto vás chci požádat, abyste o tomhle během oběda nemluvil. Budeme dělat, že jsme staří známí. Rozumíte?“

Ano, seržante,“ souhlasil jsem. Začínalo mě to bavit. Bylo to zajímavější než nuda na vojenské klinice. Na to, že jsem byl podezřelý z nepovoleného kontaktu s cizí rozvědkou, jinými slovy ze špionáže, jsem v tu chvíli nějak pozapomněl.

 

*

 

Tak tohle je to nejlepší, co jsem kdy v armádě jedl,“ pochvaloval si oběd seržant z kriminálky.

Já taky, vždy se sem těším,“ souhlasil jsem. „Kdo tuhle jídelnu vede, je génius.“

Jídelna ve vojenské nemocnici a klinice Winn Army Hospital se vyrovnala nejlepším restauracím. Výběr z několika hlavních chodů, polévek, salátů, ovoce, zmrzlin a snad z čehokoliv, co jste si mohli představit. Na stolech svítily nažehlené ubrusy a všude bylo vzorně čisto. Zajímavou tradicí jídelny bylo, že jednou za čas si s běžným personálem místo vyměnili důstojníci, kteří nás pak obsluhovali ve společenských modrých uniformách. Tak si vyzkoušeli, jaké to bylo být jejich podřízenými.

Chodí sem velitel základny, pár generálů a všichni vojenští doktoři. Mají mlsné jazýčky,“ pokračoval jsem. „Jediný problém je, že od té doby, co sem chodím jsem přibral přes deset kilo.“ Začínal jsem tloustnout.

To byste měl trochu ubrat a víc cvičit,“ poznamenal seržant.

Určitě,“ řekl jsem. „Nevadí, když se vás na něco zeptám, seržante? Nemá to nic společného s problémem dnešního dopoledne.“

V pořádku,“ souhlasil.

Jak se vám líbí práce, kterou děláte?“

Docela ano,“ řekl. „Jako všechno to má své pro i proti. Je to vlastně práce policejního vyšetřovatele. Jsem pořád pryč z domova, musím hodně cestovat, spát v hotelech a žít v pronajatých autech. Pro každého to není. Manželství nebo dlouhodobému vztahu to zrovna moc neprospěje.“

Myslíte, že bych měl šanci takovou práci v armádě získat?“ zeptal jsem se.

Nejspíše ano,“ řekl. „Proč ne? Já bych to zkusil. Jen musíme napřed dořešit tu vaši záležitost.“

 

*

 

Již hodinu jsem zase seděl ve výslechové místnosti. Tentokrát sám, rozvědka a kriminálka se radily někde venku. Chtěli mě znervóznit nebo se poradit, jak na mě dál?

Nevadí, po velkém obědě jsem byl malátný a zavíraly se mi oči. Blaze jsem podřimoval.

Člověče, nespějete nám tady,“ vzbudil měl hlas rozvědčíka.

Promiňte, pane,“ omlouval jsem se.

To nic, a pane mi říkat nemusíte,“ řekla rozvědka. „Poslyšte, asi jsme nezačali úplně šťastně. Jste rozumný člověk a já myslím, že je vás na zubní klinice škoda. Dokážu si vás představit u vojenské rozvědky. Jak by se vám to líbilo?“

Moc,“ řekl jsem, ale byl jsem ve střehu. Tohle mně připomínalo policajtské metody z Československa. Výhružky střídají sliby, sliby pak výhrůžky. Je to všude stejné.

Před obědem byl rozvědčík ten zlý a seržant ten hodný. Najednou byli oba hodní.

Určitě vám s tím pomůžeme. Chtěl jste do Německa, a to by také šlo zařídit,“ řekla rozvědka. „Jenže napřed musíme dořešit tuhle věc. Zkuste si z toho výletu do Evropy vzpomenout na úplně všechno. Možná víte něco, co je důležité, a přitom si to ani nemusíte vůbec uvědomovat. Souhlasíte?“

Ano.“

Ok, takže během vaší dovolené v Evropě jste do Československa nejel?“ rozjela nový výslech rozvědka.

Ne.“

Dobře,“ řekla kriminálka. „Co by se vám stalo, kdybyste do Československa jel?“

Asi by mě zatkli a zavřeli.“

Proč?“ zeptala se rozvědka.

Protože kdokoliv zůstane v zahraničí delší dobu bez zvláštního povolení je v očích zákona Československa zločinec.“

Jak jste se z Československa vůbec dostal?“ zeptal se seržant z kriminálky.

Vyprávěl jsem jim to.

To muselo být těžké,“ řekl rozvědka. „A oni vás za to odsoudili?“

Ano, na dva roky nepodmíněně.“

A proto byste do Československa nejel?“ zeptala se kriminálka.

Ne, tedy mimo jiné,“ odpověděl jsem. „Teď bych tam ovšem měl ještě další problém.“

Jaký?“ zeptala se kriminálka.

Třeba to, že sloužím v U.S. Army,“ vysvětloval jsem. „Za to bych tam mohl dostat až dalších pět let basy. Navíc by mě mohli mít za špiona.“ Jako vy tady, pomyslel jsem si.

Byl jste někdy v Rusku?“ zeptala se znenadání rozvědka.

Ano, v roce 1983 jsem navštívil Leningrad.“

To bylo rok předtím, než jste opustil Československo?“ zeptala se kriminálka.

Ano.“

Proč jste jezdil do Ruska?“ chtěla vědět rozvědka.

Proč asi? Proč lidi někam jezdí? Chtěl jsem vidět, jaké to tam je,“ řekl jsem. „Navíc Sovětský svaz byl jedním z mála míst, kam jsme z Československa mohli jezdit.“

Jaké to v Rusku bylo?“ zeptala se kriminálka.

Lenigrad je nádherné město a lidé byli hodní. Jinak tam byla celkem bída a těch lidí mě bylo líto. Užili si svoje. Možná se tam sami někdy podíváte.“

To asi ne, na to nemám peníze,“ zalitoval seržant.

Hmm, ledaže bych tam jel služebně…“ zasnil se na vteřinu rozvědčík, ale rychle se vrátil do reality. Nebo spíše do své reality. „Jak jste tam jel? Sám nebo s někým?“

Byl to podnikový zájezd.“

Podnikový? Co to bylo za podnik?“ zeptal se seržant z kriminálky.

Podnik, pro který jsem v roce 1983 pracoval. Kniha Praha, tedy prodej knížek.“

Aha, tak knížky,“ řekl rozvědčík. To měla být otázka?

Zkusil vás v Rusku někdo zkontaktovat?“ ptal se dál.

Ano, vlastně ano,“ řekl jsem. „S kamarádem jsme se tam seznámili se dvěma holkama…“

A byly hezký?“ skočil mi do řeči seržant z kriminálky.

Byly,“ řekl jsem. Připadal jsem si jako Švejk na výslechu u vachmajstra v Putimi. Asi měl s rozvědkou své zkušenosti i autor Dobrého vojáka Švejka Hašek.

KGB často používá hezké ženy,“ řekl rozvědčík.

Ale my jsme tam s nimi rozhodně žádnou špionáž neprováděli,“ zasmál jsem se. V jakém světě to ti pánové žili? Ve světě, kde byl každý špión?

Tak nám ještě povězte trochu víc o těch holkách,“ vyzval mě seržant z kriminálky a pohodlně se usadil.

V šest večer rozvědka „pohovor“ ukončila. Když se dobře bavíte, čas letí.

Pokračovali jsme další den. A pak další a další. A další. A pak další týdny.

 

*

 

My s ním snad nehneme,“ zaslechl jsem jednoho vyšetřovatele po týdnech výslechů. Stal jsem se buďto opravdu podezřelým ze špionáže nebo učební pomůckou americké vojenské rozvědky.

S rostoucím časem přicházeli noví vyšetřovatelé se stále vyššími hodnostmi.

Donekonečna jsem odpovídal na všechny jejich otázky. Za několik týdnů toho o mě věděli více než já sám.

Jste ochoten se podrobit zkoušce na polygrafu?“ zeptal se jednoho odpoledne jeden z vyšetřujících.

Co je to polygraf?“ zeptal jsem se.

Polygrafu se lidově říká detektor lži,“ vysvětlil.

Ano, s tím souhlasím.“ O „detektoru lži“ jsem mnoho slyšel. Někdo tvrdil, že polygraf ve většině případů fungoval, někdo jiný zase, že byl nespolehlivý. V každém případě nebylo možné výsledky vyšetření na polygrafu použít jako důkaz u amerických soudů.

Co jsem mohl ztratit? Pokud polygraf funguje, pak budu v myslích vyšetřovatelů očištěn, a pokud nefunguje, tak se toho moc nezmění.

 

*

 

Toto je zvláštní agent Harris ze CID. Provede vaši zkoušku na polygrafu,“ informoval mě kapitán Hicks z vojenské rozvědky a ukázal na muže v obleku ve středním věku.

Těší mě,“ řekl jsem.

To uvidíme,“ řekl agent Harris. Zaslechl jsem výhružný tón?

Na stole jsem uviděl zařízení, které se podobalo EKG, zařízení na diagnostiku srdečních problémů. Polygraf také sestával z bedny s knoflíky a dlouhými zahnutými jehlicemi, které psaly na arch papíru.

Vysvětlím vám, jak polygraf funguje,“ řekl agent Harris. „Zeptáme se vás nějakou otázku a vy odpovíte buďto ANO nebo NE a nikdy nic jiného. Rozumíte?“

Ano.“

Když budete odpovídat, polygraf bude měřit vaše tělesné reakce, jakými jsou srdeční rytmus, krevní tlak nebo pocení. Když zalžete, vaše srdce bude bít o něco rychleji, váš krevní tlak se zvýší a budete se více potit. Polygraf to všechno spolehlivě zaznamená. Rozumíte?“

Ano,“ řekl jsem. Zdálo se to jednoduché, až podezřele jednoduché. Nebyl to nějaký trik?

Jste připraven?“ zeptal se agent Harris. „Můžeme začít.“

Ano.“

Tak se posaďte na tuhle židli,“ vyzval mě. „Nebojte se, nebude to nepříjemné. Jen jako vyšetření u doktora.“

Pak mně na hrudník dal nějaké hadičky na měření srdeční aktivity, na prsty u rukou destičky na měření pocení a kolem mé paže pásku na měření krevního tlaku.

V pořádku? Není to moc těsné?“ zeptal se.

Ne, v pořádku.“

Teď vám ukážu, jak to celé funguje,“ řekl. „V duchu si vyberte číslo mezi jedničkou a desítkou a neříkejte mi ho. Budu se vás ptát na jednotlivá čísla a vy mi vždy odpovídejte NE. V jednom případě tedy zalžete. Rozumíte?“

Ano.“

Vybral jsem si šestku.

Připraven?“

Ano, připraven.“

Je číslo, které jste si zvolil jednička?“ začal zkoušku.

Ne.“

Je to dvojka?“

Ne.“

Trojka?“

Ne.“

Čtyřka?“

Ne.“

Pětka?“

Ne.“

Šestka?“

Ne,“ zalhal jsem.

Sedmička?“

Ne.“

Osmička?“

Ne.“

Devítka?“

Ne.“

Desítka?“

Ne.“

Výborně,“ pochvaloval si agent Harris. „Zalhal jste o jednom čísle. A bylo to číslo šest! Souhlasí?“

Ano, to souhlasí. Byla to opravdu šestka,“ řekl jsem. Že by to fungovalo? Pokud ano, pak budu brzy volný.

Tak vidíte,“ řekl agent Harris. „Polygraf funguje spolehlivě.“

To jsem rád.“

To uvidíme,“ řekl agent Harris. „Teď zkusíme test naostro. Připraven?“

Ano.“

Pracoval jste někdy pro rakouskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro belgickou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro britskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro bulharskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro kanadskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro čínskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro dánskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro holandskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro finskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro francouzskou rozvědku?“

Ne.“

Zřejmě to bral podle anglického seznamu všech možných zemí.

Pracoval jste někdy pro německou rozvědku?“

Myslíte východní nebo západní Německo?“ zeptal jsem se.

STOP! Do prdele,“ zaklel agent Harris. „Teď to musíme dělat celý znova. Pamatujte si, odpověď je vždycky jenom ANO nebo NE.“

Začali jsme znovu.

Když se agent Harris propracoval k Německu, zeptal se, „Pracoval jste někdy pro východoněmeckou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro západoněmeckou rozvědku?“

Ne.“

Agent Harris se pak musel podívat na seznam zemí. Zeměpis nebyl silnou stránkou Američanů.

Pracoval jste někdy pro řeckou rozvědku?“ pokračoval.

Ne.“

Pracoval jste někdy pro maďarskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro izraelskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro italskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro norskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro polskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro portugalskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro rumunskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro jihoafrickou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro sovětskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro španělskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro švédskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro švýcarskou rozvědku?“

Ne.“

Pracoval jste někdy pro tureckou rozvědku?“

Ne.“

Prozatím to stačí,“ řekl a chvíli si něco v rohu šeptal s rozvědčíkem.

Tak dobrá,“ začal agent Harris. „Jsou tady jen nějaké nejasnosti. Musíme ten test zopakovat. Jen tak si budeme jistější. Připraven?“

Ano,“ řekl jsem. To zase bude dlouhý den.

 

*

Test na polygrafu jsme nakonec zopakovali několikrát.

Něco vám ukážu,“ řekl agent Harris. „Podívejte se na tuhle popsanou archu papíru.“

Viděl jsem archu papíru popsanou vlnovkami jako nějaký graf. Některé byly vyšší než jiné.

Vidíte tento výkyv?“ ukazoval na vlnovku lišící se od ostatních výškou.

Ano.“

To je vaše reakce na jednu mou otázku,“ řekl. „Hádejte, co to bylo za otázku?“

Netušil jsem.

To byla otázka, zda pracujete pro sovětskou rozvědku,“ sdělil mi nadšeně.

To mě překvapuje,“ řekl jsem. Takže buďto ten „detektor lži“ pořádně nefungoval nebo to byl nějaký psychologický trik.

Jestli jste si myslel, že porazíte polygraf, tak se nedivím, že jste překvapený,“ řekl agent Harris. „Lhal jste a polygraf vás usvědčil.“

Nenapadlo vás náhodou, že mě otázka o sovětské rozvědce mohla znervóznit?“ namítl jsem. „Když si uvědomíte, odkud jsem?“

Tak to není,“ prohlásil agent Harris. „Ne, tak polygraf nefunguje. Jen zaznamenává pravdu nebo lež a vy jste lhal.“

Jste mužem silného přesvědčení,“ poznamenal jsem.

To jsem,“ řekl hrdě. „Polygrafu stoprocentně věřím. Poly nelže, lžou jen lidi.“

To pro dnešek stačí,“ rozhodl důstojník rozvědky, který vše sledoval. „Odvezeme vás teď zpět do baráků.“

 

*

 

Je po všem!“ křičel na mě při jiném výslechu bělovlasý muž. Oslovovali ho ti další dva vyšetřovatelé generále? Nebo jsem se přeslechl? Nesdělil mi ani své jméno a ani svou hodnost.

Skončil jste!“ křičel dál. „Dostali jsme vás! Neprošel jste polygrafem a celou tu dobu výslechům odoláváte.“

Takže to již nebyly pohovory, ale výslechy. Konečně nazývali věc pravým jménem.

Ničemu neodolávám,“ řekl jsem. Byl jsem smířen se svým osudem.

Lžete!“ muž vztekle vyskočil ze židle. „Tohle může vydržet jedině profesionál! Někdo, kdo je vyškolený v protivýslechové metodice.“

Ukázal na mě, „Jen se podívejte, jak tady sedíte, jak máte položené ruce. Tato technika odolávání výslechu je typická pro KGB. Vy jste KGB!“

Šlo to od deseti k pěti. Již jsem podle nich nebyl příslušník československé rozvědky, teď jsem byl pro změnu příslušník sovětské rozvědky. Bylo to jako ve špatném špionážním románu.

Nic jsem neříkal. Co také na něco takového říkat?

Promluvil jeden z dalších dvou vyšetřovatelů, „Teď máte poslední šanci se zachránit. Víte, jaký je trest za vyzvědačství?“

Ne.“

Postavíme vás před vojenský soud a ten vám může dát až doživotí,“ poučil mě. „Nebo i trest smrti.“

A něco vám řeknu, pane KGB,“ opět začal bělovlasý muž. „Já jsem v životě chytil hodně vyzvědačů a když nějakého vidím, tak ho hned poznám. Vy jste možná vlastenec a pracujete pro svou zem, ale já jsem americký vlastenec a udělám všechno, abych tuto zem ochránil před lidmi jako jste vy!“ zase se rozpálil. „A postarám se, aby lidi jako vy zmizeli z povrchu země.“

Dovolte mi promluvit, pane,“ řekl jsem poté, co se bělovlasý muž trochu uklidnil.

Tohle už trvá příliš dlouho,“ pokračoval jsem. „Rád bych teď učinil úřední prohlášení. Budete to nahrávat?“

Ano, ovšem,“ ubezpečil mě jeden z vyšetřujících.

Je načase, abyste nám řekl pravdu,“ řekl bělovlasý muž s nenávistí v očích.

Bude to pravda a nic než pravda, pane,“ ujistil jsem ho.

Tak spusťte,“ vyzval mě bělovlasý muž.

Místnost ztichla.

Pane, při veškeré úctě si myslím, že jste plnej sraček,“ prohlásil jsem.

Bělovlasý muž zalapal po dechu, druhému vyšetřovateli ztuhl výraz na tváři a třetí vyšetřovatel měl co dělat, aby se nezačal smát.

Výslech pro ten den skončil. 

Znak sovětského Výboru pro státní bezpečnost – KGB, zdroj: Wikipedia


Znak vojenské rozvědky Armády Spojených států, zdroj: Wikipedia


Polygraf či tzv. detektor lži, zdroj: Wikipedia


Vojenská nemocnice Winn Army Hospital, kam jsem chodil na skvělé obědy a kde jsem později i pracoval, vojenská základna Fort Stewart, stát Georgia, zdroj: Army Mil


(C) Mirek Katzl

ZDROJ: https://jaksenestatamericanem.com/vy-jste-kgb/  


TECHNICKÁ POZNÁMKA.

Pokud si prohlížíte weblog Pohraničník v mobilu a chcete se dostat na archív starších článků, klikněte si pak na šipku doprava (úplně dole, viz označení).